GMINA KSIĄŻ WIELKI

                Radni rolniczej Gminy Książ Wielki postanowili pomóc rolnikom, członkom grupy hodowców trzody chlewnej „Eko-Tucz”, i sprzedać im z ulgą nieużywany, niszczejący punkt skupu tuczników. Sprzedać w myśl ludowej mądrości: „Lepszy wróbel w garści, niż gołąbków sto… na dachu”. Ulga w wysokości 125 tys. zł, stanowi rekompensatę za tzw. „wadę prawną” tej nieruchomości, która wciąż posiada sądzącego się z gminą dzierżawcę. Za przyznaniem rekompensaty głosowało 10. radnych. Dwoje wstrzymało się (Jan Solarz i Elżbieta Szczepka) a troje było przeciwko (Janusz Madejski, Andrzej Zięba, Barbara Zyguła).

 

                 Większość radnych przekonał wójt Marek Szopa, który po burzliwej dyskusji podszedł do tablicy i wypisał na niej kredą kwotę 311.436 zł, stanowiącą cenę punku skupu, jaką spółka „Eko-Tucz” wylicytowała  na przetargu w roku 2011. Następnie odjął od tego wysokość proponowanej ulgi – 125.000 zł. Wyszło 186.436 zł. Wtedy wójt wypisał pod spodem czwartą kwotę – 169.629 zł.

Liczby

                - Ta ostatnia kwota jest wartością całej nieruchomości, wyliczoną przez rzeczoznawcę majątkowego. Czyli gmina, mimo ewentualnego udzielenia rekompensaty, i tak otrzyma kwotę wyższą od realnej ceny. A warto pamiętać, że obecnie klimatu na zbywanie nieruchomości nie ma. Trzeba zatem wykorzystać tę szansę – oświadczył wójt. Radni, których przekonał, przywołali wtedy właśnie tę zacytowaną już mądrość o „wróblu w garści”.

                Nie wszystkim wystarczyła argumentacja wójta oraz siła ludowej mądrości. Radny Andrzej Zięba, nazwał propozycję udzielenia rekompensaty rolnikom z grupy „Eko-Tucz” – wręczeniem „łapówki”. Radny Janusz Madejski stwierdził, iż nie powinno się wspomagać firmy, która dobrze prosperuje. Natomiast radna Barbara Zyguła zapytała wprost, dlaczego gmina decyduje się na uszczuplenie swojego budżetu dla hodowców tuczników, a nie decyduje się na przydzielenie kilku tysięcy zł spółce wodnej w Książu Wielkim, która także działa na rzecz rolników?

                - Spółce wodnej w Książu Wielkim gmina mogłaby pomóc, gdyby posiadała ona wymagane prawem dokumenty i złożyła w sprawie dotacji odpowiedni wniosek – zakończył wójt dywagacje  Barbary Zyguły i wspomagającego ją w tym sołtysa Książa Wielkiego, prywatnie męża radnej. Uwag radnego Zięby i radnego Madejskiego, wójt nie skomentował. I przewodniczący rady, Henryk Huma zarządził głosowanie.

                Jak już wspomniano, za udzieleniem rekompensaty spółce Eko-Tucz było dziesięcioro radnych. W tym także, głosująca zazwyczaj przeciwko udzielaniu jakichkolwiek ulg, solidarnie z radną Barbarą Zygułą i radnym Januszem Madejskim – radna Kazimiera Oracz. Czy to oznacza nagłą zmianę jej poglądów i opuszczenie opozycyjnego wobec reszty rady tercetu? Otóż nie. Ten przypadek jednostkowy łatwo wytłumaczyć drugą, ludową mądrością: „Bliższa ciału koszula”… Czyli tym, że Kazimiera Oracz jest księgową spółki „Eko-Tucz” i zarobiła tam w 2012 roku 18 tys. zł.

Red.